Poradnik dla maturzystów.


 

Jak wybrać studia?

Maturzysto! Wkrótce musisz zdecydować, na jakie idziesz studia. Oto poradnik, który pomoże ci rozwiać wątpliwości.

Na pytania odpowiada prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego, specjalista od rynku pracy

·  Po co nam właściwie studia?

Na studiach młody człowiek zdobywa nie tylko wiedzę zawodową, ale - co się bardziej liczy - rozwija najważniejszą umiejętność w życiu, czyli umiejętność uczenia się: stawiania problemów, ich rozwiązywania, interpretacji, a w końcu - adaptacji do zmieniających się warunków. Jeżeli studia nie zapewniałyby właśnie tego, to nie warto byłoby ich podejmować. Na razie - jak wskazują wyniki badań - absolwenci szkół wyższych mają znacznie większą zdolność przystosowywania się do zmian na rynkach pracy, choć nie ma takich kierunków i specjalności, które gwarantują miejsce pracy! Choćby dlatego, że absolwent wyższej uczelni dysponuje nie tylko dyplomem, ale całym bagażem swoich cech osobowościowych i umiejętności dodatkowych (albo ich brakiem).

·  Czym się kierować, wybierając studia

Trzeba zrezygnować z obiegowych kryteriów stosowanych przez młodzież dość często: po pierwsze, na co idą koledzy, po drugie, gdzie się nie zdaje znienawidzonego przedmiotu oraz, po trzecie, gdzie przyjmują bez egzaminu. Kombinacja tych trzech kryteriów daje wybór przypadkowy z konsekwencją pełnego dyskomfortu za kilka lat. Wybór przyszłego kierunku studiów nie jest łatwy, bo mimo wszystkich (całkiem dużych) możliwości zmian, jakie dają np. drugie fakultety, studia podyplomowe czy doktoranckie, jest to wybór dość zobowiązujący. Po bardzo dokładnym zapoznaniu się z charakterystyką danego zawodu i własnymi predyspozycjami do jego wykonywania (poradnictwo zawodowe!) należałoby brać pod uwagę:

Po pierwsze - zainteresowania (ponieważ trzeba robić to, na co ma się ochotę, oraz mieć ochotę na to, co się robi).

Po drugie - obecne i przyszłe zapotrzebowanie na absolwentów (czyli jak jest dziś i jakie są przewidywane trendy na rynku pracy).

Po trzecie - możliwości tzw. mobilności zawodowej (czy i jakie są szanse na zmianę zawodu w przyszłości czy jego uzupełnienie, w zależności od potrzeb rynku pracy).

O potrzebach rynku, sposobach poprawiania swojej pozycji zawodowej, a przede wszystkim o tym, że trzeba dostosowywać się do zamian tego rynku, młodzi ludzie powinni dowiadywać się jak najwcześniej. Oni muszą być przygotowani również psychicznie do zmian zawodów, miejsc zatrudnienia czy nawet miejsc zamieszkania.

Dziś nie powinno się już mówić tylko o krajowych rynkach pracy. Przecież te rynki coraz wyraźniej powiększają się - i w sensie fizycznym, i wirtualnym - na skutek możliwości świadczenia tzw. telepracy.

·  Pedagogika jest wciąż tak popularna. Czy potrzebujemy aż tylu pedagogów?

Zawsze będzie zapotrzebowanie na zawody pedagogiczne ze strony nie tylko szkół, ale i innych instytucji wywierających mniejszy lub większy wpływ wychowawczy, czyli np. środków masowego przekazu. A czy skala tego zapotrzebowania będzie adekwatna do liczby pedagogów? Znane mi prognozy wskazują na przewidywany wzrost popytu na specjalistów z tej dziedziny, zwłaszcza jeżeli będą w stanie (a są do tego przygotowani) - po ewentualnym uzupełnieniu wiedzy - stać się nauczycielami w różnych dziedzinach. Członkostwo w UE oznacza bowiem dla Polski włączenie się w proces tworzenia gospodarki opartej na wiedzy, a więc takiej, w której wiedza i umiejętności są podstawowym czynnikiem rozwoju. Wszyscy musimy się liczyć z koniecznością nauki przez całe życie. Pedagodzy powinni to ułatwić.

·  A co z informatykami?

W tej dziedzinie potrzeby są (i będą!) bardzo duże. Szacuje się, iż co czwarte nowe miejsce pracy w UE tworzone jest w obszarze informatyki, telekomunikacji, internetu i technologii informacyjnych. Poza tym znajomość zagadnień informatycznych staje się coraz bardziej niezbędna w innych zawodach. I odwrotnie - informatyk może (i często tak bywa) stać się specjalistą w zakresie np. finansów czy marketingu. Nie musi zatrzymywać się np. na administracji baz danych czy grafice komputerowej. Informatyka to kapitalna podstawa dalszego rozwoju zawodowego!

·  Co po zarządzaniu i marketingu?

Praca jest i będzie. W dającej się przewidzieć przyszłości można oczekiwać stałego i dużego zapotrzebowania na szefów firm, zwłaszcza małych i średnich. Jest to wynikiem zmian zachodzących w strategiach wielkich przedsiębiorstw, które z różnych powodów, ale głównie dla obniżki kosztów i uniezależnienia się od wahań koniunkturalnych, koncentrują się na kluczowych dla nich rodzajach działalności. Pozostałe, takie jak działalność pomocnicza i uboczna, zlecane są podmiotom zewnętrznym, najczęściej małym i średnim firmom.

W latach 80. i 90. ubiegłego wieku często małe firmy były tworzone i prowadzone przez osoby mające niewielkie umiejętności i kompetencje w tym zakresie. One znały zasadę "tanio kupić, drogo sprzedać", ale z reguły nie wiedziały wiele o pozyskiwaniu kapitałów, zarządzaniu finansami, zarządzaniu ludźmi, marketingu, rachunkowości itd. To przeświadczenie, iż do prowadzenia firm wystarczy zdrowy rozsądek, niewątpliwie odbiło się negatywnie na kondycji tych firm. Dobrze, iż wreszcie w Polsce jest coraz więcej fachowców w dziedzinie zarządzania. Rodzi to nadzieję, iż małe i średnie przedsiębiorstwa, czyli jedyne, które tworzą we współczesnych gospodarkach miejsca pracy, znajdą się w rękach profesjonalistów. Dzięki temu zwiększy się trwałość miejsc pracy i stabilność tego segmentu rynku pracy.

·  Stawiać na kierunki niszowe - np. oceanografię czy turkologię?

A dlaczego nie, jeżeli to marzenie życia? Tylko lepiej - próbując oczywiście szukać pracy w ulubionym zawodzie - tak na wszelki wypadek poszerzyć możliwości zawodowe. Może w dziedzinie tłumaczenia tekstów prawnych czy ekonomicznych albo zarządzania instytucjami kulturalnymi?

 

·  Lepiej licencjat plus magisterium czy jednolite magisterskie?

Opowiadam się zdecydowanie za studiami dwustopniowymi. Wyższe studia już praktycznie stały się masowe. W roku akademickim 2002/03 34,5 proc. młodzieży w wieku 19-24 lata kształciło się na poziomie wyższym. Co trzeci młody człowiek studiował! A jeszcze w roku akademickim 1990/91 ten odsetek wynosił 9,8 proc.

Przy tak masowym pędzie do kształcenia trzeba dać szansę także tym osobom, które nie mogą lub nie chcą czy nie potrzebują studiować na poziomie magisterskim.

·  Dwa, trzy fakultety?

Można, pamiętając jednak, iż nie chodzi o liczbę zdobytych dyplomów (co niekoniecznie interesuje pracodawców), a o zwiększenie sumy nabytej wiedzy i umiejętności (co jest bardziej atrakcyjne na rynku pracy).

·  Stypendia na uczelniach zagranicznych?

Bardzo dobra strategia. Student ma nowe doświadczenia, nową porcję wiedzy i bardziej otwartą głowę. To coraz powszechniejsze i łatwiejsze, bo niektóre polskie uczelnie już wdrożyły, a inne przygotowują systemy punktowe ECTS - European Credit Transfer System. To zbiór procedur opracowanych przez Komisję Europejską gwarantujących zaliczanie studiów krajowych i zagranicznych do programu realizowanego przez studenta w macierzystej uczelni. Promuje się w ten sposób współpracę pomiędzy uczelniami i wymianę studentów. System ECTS służy nie tylko studentom wyjeżdżającym na uczelnie zagraniczne, ale umożliwia także wymianę studentów między polskimi uczelniami, które go wdrożyły. Dzięki ECTS możliwe jest też podjęcie studiów na polskiej uczelni studentów zagranicznych. Widzę w tym same korzyści!

·  Lepsza uczelnia publiczna czy niepubliczna?

Nie dzielę uczelni na publiczne i niepubliczne, ale na dobre i niedobre. Uczelnia dobra to taka, która gwarantuje studentom wysoki poziom dydaktyczny (głównie poprzez program i nauczycieli akademickich) oraz możliwość uczestnictwa w badaniach i innych obszarach aktywności studenckiej. Na szczęście obecnie młodzież może zapoznać się z wynikami różnych rankingów wyższych uczelni, które - jakkolwiek nie pozbawione wad - dostarczają wartościowych informacji. Może również zdobywać informacje od znajomych, kolegów, absolwentów.

·  Indywidualny tok studiów?

Indywidualny tok studiów jest korzystny choćby ze względu na możliwość elastycznej organizacji czasu, a dzięki temu podjęcia praktyk czy nawet pracy. Przede wszystkim umożliwia zdobycie wiedzy (oczywiście obok obowiązującego minimum programowego) w najbardziej interesujących dziedzinach, gdzie moderatorami są nauczyciele akademiccy wybrani przez studenta. To niepowtarzalna okazja do zdobywania informacji od wybitnych specjalistów, poznawania badań naukowych, których wyniki często nie są jeszcze opublikowane.

·  Jaką przewagę dają studia na rynku pracy?

Jakkolwiek dyplom uczelni zatrudnienia nie gwarantuje, to znacznie zmniejsza ryzyko bezrobocia.

Według najnowszego badania aktywności ekonomicznej ludności przeprowadzonego w IV kwartale 2003 r. stopa bezrobocia osób z wykształceniem wyższym wyniosła 7,4 proc. Jest charakterystyczne, że im niższy był poziom wykształcenia, tym wyższa była stopa bezrobocia. Dla osób z wykształceniem średnim zawodowym (i policealnym) wyniosła 16,3 proc.; z wykształceniem średnim ogólnokształcącym - 22,2 proc., z zasadniczym zawodowym - 23 proc., zaś podstawowym (pełnym i niepełnym) - 25,3 proc. Stopa bezrobocia ogółem w tym czasie ukształtowała się na poziomie 18,7 proc.

Istnieje też wyraźna zależność między okresem poszukiwania pracy a poziomem wykształcenia bezrobotnych. Przeciętny czas poszukiwania pracy u osób z wykształceniem wyższym w II kwartale 2003 r. wyniósł 11,7 miesiąca, a osób z wykształceniem podstawowym i niepełnym podstawowym - 18,5 miesiąca (dla wszystkich bezrobotnych czas ten wyniósł 15,9 miesiąca). Czas poszukiwania pracy był też zróżnicowany w pozostałych grupach wykształcenia: od 14,8 miesiąca dla osób z wykształceniem średnim zawodowym do 15,8 miesiąca dla osób z wykształceniem policealnym.

 

Poprzednia strona